Przejdź do treści

WYKOPKI: UCZNIOWSKIE WYPRAWY PO ZIEMNIAKI I... MIŁOŚĆ

   Dziś takie wyjazdy odeszły już do lamusa, ale w pamięci wielu pokoleń, na długie lata pozostały jesienne zbiory ziemniaków na polach Państwowych Gospodarstw Rolnych. Czasem próbowano nakłaniać uczniów pieniędzmi na wycieczkę, pozyskanymi dzięki ofiarnej pracy, zaś innym razem podniesieniem zachowania w dzienniku. Praca była ciężka, ale śmiechu, co nie miara… Młodzi mężczyźni starali się przypodobać dziewczynom, popisując się siłą w podnoszeniu pełnych wiader, albo wyręczając płeć piękną w noszeniu. Ktoś obok przykrywał ziemią bulwy, by mniej dźwigać na przyczepkę. Inny symulował nagły ból brzucha, by choć na pół godziny przestać pracować…

   Były i przyjemniejsze chwile, zwłaszcza podczas przerw, kiedy wyciągano termosy, butelki z oranżadą, a kanapki były pyszne, jak nigdy wcześniej. Wesołe opowieści i dowcipy integrowały młodzież z różnych klas. Bywało, że utalentowany młodzian wyciągnął gitarę i po chwili wszyscy śpiewali z wypiekami na policzkach. Czasem nawet udało się rozpalić ognisko na zakończenie wykopów. Czy był większy rarytas od pieczonego ziemniaka? Jeśli dodamy do tego nawiązanie bliższych relacji, a nie tylko zerkanie z oddali na zgrabne poruszanie się obiektu westchnień, nawet w gumowcach na polu, to czy życie mogło być piękniejsze?

   Przeglądając kroniki Liceum Ogólnokształcącego i Zespołu Szkół Zawodowych w Lwówku Śląskim, uzupełniane w latach 1973-1976 możemy przenieść się w czasie i poczuć, jak wielkie podobieństwa były między uczniami szkół zawodowych, a licealistami. Zwłaszcza, kiedy matura i wymarzone studia odchodziły na dalszy plan, a na horyzoncie pojawiały się bezkresne pola:   

   Na wykopki jeździliśmy przed 5 dni do Marczowa. Zarobione pieniądze przeznaczyliśmy na wycieczkę, która miała odbyć się w końcowych miesiącach roku szkolnego. Dokładnie nad jej trasą nie zastanawialiśmy się, ale przypuszczalnie miała to być wycieczka w góry… (ZSZ, 1973 r.)

   Jesienne ferie przeznaczone zostały na wykopki. Pierwszy i drugi dzień poświęciliśmy na wykopki w PGR Płóczki. Trzeci dzień to dzień relaksu – urządziliśmy wspaniałe święto pieczonego ziemniaka. Było bardzo przyjemnie i wesoło… (ZSZ, 1974 r.)

   Na początku października cały tydzień pomagaliśmy przy wykopkach w Marczowie. Jadąc na wykopki mieliśmy ambitne plany zarobienia większej ilości pieniędzy. Wszyscy pracowali sumiennie i wszystkim dopisywały humory, chociaż niejednokrotnie z wykopek wracaliśmy bardzo zmęczeni. Zarobione pieniądze faktycznie odłożyliśmy na planowaną dłuższą wycieczkę... (LO, 1974 r.)

   W pierwszych dniach października w naszym liceum rozpoczęła się jesienna przerwa, przeznaczona na pomoc w Państwowych Gospodarstwach Rolnych przy wykopkach ziemniaków lub buraków. Ponieważ front prac dla całej młodzieży w tym czasie nie mogły zapełnić PGR-y, dlatego zostaliśmy podzieleni na dwie grupy: pierwsza zbierała ziemniaki, druga jeździła na wykopki buraków cukrowych.  Nasza klasa z IVa i IVb jeździła na wykopki ziemniaków do PGR-u Marczów. Na miejsce pracy dojeżdżaliśmy pociągiem o 7.30, a wracaliśmy o 15.30. Czas na przerwach na wykopkach umilali nam muzykalni koledzy, dając koncerty, jakich by się nie wstydziła Opera Leśna…  (LO, 1976 r.)

 

Kroniki przejrzał, tekst opracował, zdjęcia wybrał i pokoloryzował SW© 

W dotarciu do materiałów pomogła Pani Romana Żoga z ZSOiZ w Lwówku Śląskim. Dziękujemy :)

Filmy