O RATUSZU W POWOJENNYM LWÓWKU ŚLĄSKIM

  Wielki skarb w małym mieście nad Bobrem... Tymi słowami zaczynał się artykuł napisany w 1949 roku przez Marię Horodyską, reporterkę regionalnego dziennika „Słowo Polskie” i ogólnopolskiego kwartalnika „Przekrój”. Jej barwny tekst, delikatnie zredagowany, pozwoli nam przenieść się w czasie do powojennego miasta nad Bobrem:

  Tory kolejowe zazwyczaj biegną prosto. W powiecie lwóweckim szyny mają swoją indywidualność i znaczą drogę pociągowi z Jeleniej Góry krętą serpentyną. Siedząc w oknie wagonu mknącego w stronę Lwówka można o niczym nie myśleć, ale nie można się nudzić. Patrząc na ciemną plamę świerkowego lasu, nie wiesz, że za zakrętem błyśnie ku tobie srebrzystą łuską wąż lśniącej rzeki, a za następnym łagodnym zboczu zobaczysz stado pasących się saren. Ten żywy film przyrodniczy przesuwa się przed oczyma w zwolnionym tempie. Za oknem słońce i w duszy słońce.

  W tak pięknym zakątku musza żyć radośni ludzie – myślisz i wysiadasz na stacji. Droga do centrum wiedzie brukowaną jezdnią, między piętrowymi domkami. Po jezdni z rzadka przejedzie chłopski wóz drabiniasty zaprzężony w małe krępe koniki. Na wąskich chodnikach od czasu do czasu odezwą się kroki pojedynczych przechodniów…

  Czworobok lwóweckiego rynku jest wypalony niemal doszczętnie. Środek zajmuje potężna budowla, królująca nad miastem okrągłą kamienną wieżą. Przyglądając się architekturze ratusza, można odgadnąć historię jego losów. W średniowieczu, zaklęto w ciężkich załomach kamienia formy czystego gotyku. Potem część ratusza w czasie jakiś kataklizmów uległa zniszczeniu, wobec czego nastąpiła odbudowa, utrzymana już w stylu renesansu. Do tego charakterystyczne dla tej epoki wykusze w ścianach, które potęgują wartość ratusza, bez wątpienia perłę zabytkowego budownictwa.

  Wchodząc do środka Wielkiej Sieni, strząsa się z siebie szatę nowoczesnego myślenia i odczuwania. Przeszłość bierze przybysza w niepodzielne władanie. Trzyma go w ciągłym napięciu zachwytu i podziwu. Z ciosanych w szarym kamieniu ścian wieje przejmujący chłód. Nie czuje się go niemal wcale, gdyż cała uwaga skupia się na wzroku, który ślizga się po cudownych gotyckich sklepieniach sieni. Kierując się przepiękną, kamienną klatką schodową, wchodzę na piętro. Najlepiej zachowana jest sala, w której łączyły się pary małżeńskie, tonie w kolorowym półmroku bajecznych witraży i zdobień uwiecznionych w drewnie.

  O tym, że ratusz pamięta wieki średnie, świadczy choćby sala tortur z żelaznymi hakami, tkwiącymi w kamiennych ścianach oraz ciemnica o kilkumetrowej głębokości. Nad otworem, jak złowieszcze ramię, czernieje żelazny pręt, do którego przymocowywano linę i spuszczano skazańca do lochu, skąd już żywy nie wychodził.

  Wróćmy na parter do drugiej sali, równie pięknej, co sień, lecz o wiele większej. Padła ofiarą pożaru podczas ostatniej wojny i tylko gotyckie wiązania stropu mówią o jej dawnej przeszłości, kiedy toczyły się w niej obrady rady miejskiej. Ocalała, jak reszta pomieszczeń, bo w 1947 roku przyjechała jakaś komisja rzeczoznawców z Warszawy, która uznała ratusz w Lwówku za rzadki zabytek architektury i nie pozwoliła ruszyć z miejsca ani jednej cegły. Do tego zakazu Zarząd Miejski stosuje się ściśle, ale czas nie próżnuje. Uszkodzony dach przecieka, a masywne ściany i gotyckie sklepienia drąży z wolna ciemny jad wilgoci. Biedny Lwówek nie ma funduszów na remont i konserwację swego ratusza, w którym dziś mieszczą się Zarząd Miejski i Miejska Rada Narodowa.

  O tym, że Lwówkiem rządzili niegdyś książęta, mówi herb miasta z Orłem Piastowskim, umieszczony na jednej ze ścian ratuszowej wieży. Pnąca winorośl otulała go co roku gęstą zasłoną liści i może dlatego uratowało herb przed wandalizmem rąk, niszczących wszystko co polskie. Ratusz ten jest dla Lwówka tylko cenną osobliwością, natomiast dla całego kraju – bezcennym skarbem…


Z racji potrzeby korekt merytorycznych i dokonania skrótów, tekst został zredagowany. SW © Zdjęcie Sali Ślubów z okresu II wojny światowej oraz powojenne pocztówki ze zbiorów Przemysława Popławskiego ©.